Artykuly > Recenzje imprez > Acid Drinkers & Hunter [WFF]

Koniec koncertów łączy się zazwyczaj z uczuciem, które dopada nas, gdy na chwilę odstawimy jakąś książkę. Niby dźwięki urwane, już, słowa skończone, a jednak jeszcze przez te parę minut wciąż stoimy nijako w tej rzeczywistości, w którą wdrożyliśmy się przez słowa lub muzykę.

Koncert zespołu „Hunter”, a właściwie jego zakończenie, wiązało się w tym przypadku – i ze słowem i z muzyką. Zespół promował nową płytę: „Hellwood”, która przedstawia materiał spójny i słowa opisujące muzykę i muzykę opisującą słowa. Zagrano z niej takie kawalki jak: „Strasznik”, „Labirynt Fauna” czy „Śmierci Śmiech”.


fot. Tomasso

Jest to bodaj ten rodzaj muzyki, który przez tak wielu jest nie tyle co niedoceniany, a niezrozumiany. Co ważniejsze jest to muzyka niepopularna na szeroką skalę, choć mimo tego odnosi sukces komercyjny. Te dziwaczne zależności można było dostrzec wśród widowni koncertu – od jeszcze szukających siebie piętnastolatków do czterdziestoparuletnich osób, które pamiętają czasy „Requiem”. Z tej płyty zagrano utwór „Freedom”, bez którego obejść się nie mogło. Jednakże nie wszyscy przyszli tylko na Huntera. Część uczestników koncertu znalazło się tam trochę od niechcenia, bo przecież dla wielu głównym celem był grający po Hunterze zespół „Acid Drinkers”. I choć oba zespoły istnieją na polskiej scenie muzycznej od 1986r. to wielu nie uznaje im jednakowych zasług dla polskiego metalu. Istniały jednostki, które nieustannie miały jakieś „ale”. Ale nie na tyle znaczące, by zakłócić późniejsze prośby o bis.


fot. Tomasso

Istotne z perspektywy „po koncertowej” wydaje się również to, iż konwencja nowej płyty zostaje zachowana i na koncercie. Cylinder założony przez wokalistę odróżniał i wyróżniał utwory z nowej płyty, które po części inspirowane były tak niezwykłymi (szczególnie wizualnie) filmami jak Labirynt Fauna, czy Drakula.

Foto: Acid Drinkers & Hunter

Koncert się kończy, a ponad sceną wciąż unoszą się te drobinki entuzjazmu i energii, które towarzyszyły zespołowi 20 parę lat wcześniej. Koncert się skończył, a jeszcze przez chwil parę wdrożeni w tej rzeczywistości...

Mika