Artykuly > Recenzje imprez > AMORPHIS, TEXTURES, POEM (06.04)

Swoją muzyczną przygodę zaczynali w roku 1990, tworząc muzykę osadzoną w klimatach death doomu, obecnie są mistrzami melodyjnego death metalu. Pochodzą z Finlandii a dokładniej z Helsinek. Na swoim koncie mają piętnaście pełnowymiarowych płyt oraz trzy złote płyty. Za album “Skyforger” w 2009 roku otrzymali Fińską nagrodę Emma-gaala. Zagrali setki, a nawet tysiące koncertów na całym świecie i dokładnie 06.04.2016r. zawitali do Wrocławskiego klubu Alibi, aby promować swoje najnowsze wydawnictwo “Under The Red Cloud” Panie i Panowie pozwólcie, że napiszę słów kilka o koncercie zespołu AMORPHIS!

Jako iż nie wypada przechodzić od razu do głównego dania bez przystawki, w pierwszej kolejności zagrał zespół POEM z Grecji. Chłopaki koncert otworzyli doskonałym “Passive Observer”. Pierwsze co mi się rzuciło w ucho to... doskonałe nagłośnienie!!! Obejrzałem się dookoła i uszczypnąłem w policzek, żeby upewnić się, że dalej jestem w klubie Alibi. Wszystko się zgadzało, nic mi się nie przyśniło. Usatysfakcjonowany tym faktem mogłem oddać się dogłębnej analizy dźwięków lecących ze sceny. Uwierzcie mi, nie były one łatwe. Połamane rytmy oraz zmienne tempa nasunęły mi skojarzenie z takimi zespołami jak TOOL, OPETH oraz RIVERSIDE. Inaczej się nie da określić muzyki zespoły POEM. Bardzo wysoki warsztat muzyków sprawił, że słuchanie takich utworów jak “Fragments” oraz “Desire” zakrawało o nirwanę... Grzechem by było nie wspomnieć o umiejętnościach wokalisty. Gość jest absolutnym mistrzem co pokazał w takich utworach jak “Bound Insanity” oraz “Remmision of Breath”. Support bardzo krótki, ale bardzo treściwy. Poprzeczka zawieszona bardzo wysoko. Gorąco polecam wszystkim fanom brzmień Alternatywnego progresywnego rocka.

Kolejny zespół na scenie to zespół TEXTURES z Holandii. Na pierwszy ogień dostaliśmy ścianą doskonałego dźwięku w postaci połamanego “Drive”. Przyjemne połączenie progresywnego death metalu oraz thrashu. Można by śmiało porównać do mniej skomplikowanego MESHUGGAH. Przy drugim z kolei “Regenesis” odniosłem wrażenie, że pomimo całkiem przyjemnego dla fanów headbandingu rytmu i riffów, zespół na dłuższą metę może być delikatnie nudnawy. “New Horizons” z najnowszego albumu “Phenotype” na szczęście wyprowadził mnie z tego błędu. Stylistyka się trochę zmieniła i do końca koncertu oscylowała w okolicach progresywnego metalcore oraz melodyjnego death metalu. Nie mniej Holendrzy to bardzo dobry technicznie zespół. Nie mogę kompletnie niczego im zarzucić. Doskonałe nagłośnienie, wszystko się tutaj zgadzało i było perfekcyjnie zagrane. Czego chcieć więcej?

Przyszedł czas na wisienkę na torcie - AMORPHIS. Koncert otwarty został utworem promującym najnowszą płytę o tym samym tytule “Under the Red Cloud”. Światło, dźwięk oraz atmosfera pod sceną spowodowała, że na moim ciele pojawiły się ciarki. Publika bardzo dynamicznie reagowała na utwory z nowej płyty. Szaleli, śpiewali i wpadali dosłownie w amok. Tego nie da się opisać. Kolejny utwór to bardzo skoczny i melodyjny “Sacryfice”. Można śmiało powiedzieć, że Finowie to fabryka skocznych, melodyjnych i wpadających w ucho hiciorów! Z braku czasu oraz innych zajęć niestety nie miałem okazji zapoznać się z ostatnią płytą AMORPHIS. Po tym, jak usłyszałem na żywo takie utwory jak “Bad Blood”, “Death of a King” czy choćby “The Four Wise Ones” szybko po powrocie do domu nadgoniłem braki - do czego was także zachęcam. Ogólnie Finowie zaserwowali nam poza promocją najnowszej płyty, podróż po części swojej dyskografii. W szesnastu utworach zaprezentowali nam utwory z takich płyt jak “Elegy”, "Circle”, “Eclipse”, “Skyforger”, “Silent Waters” oraz “Tales From the Thousand Lakes”. Zagranych było aż szesnaście utworów, a wydawało mi się, jak by dopiero zaczynali grać koncert.

Reasumując. Pomimo mojej długoletniej przerwy w słuchaniu zespołu AMORPHIS, nie zawiodłem się. Finowie są w doskonałej formie i wydali doskonały album, który promują doskonałymi koncertami. Zarzucić by im można tylko statyczność na scenie. Nie przeszkadzało to jednak w żaden sposób w odbiorze koncertu oraz ich muzyki. Na pewno bliżej przejrzę się Grekom z POEM. Pokazali, że w muzyce nie istnieje coś takiego jak granice. Ogromne brawa dla Holendrów z TEXTURES za kunszt oraz precyzję. Największe brawa jednak oraz pokłony należą się bohaterowi drugiego planu - nagłośnieniowcowi. Nie wiedziałem, że w tym, klubie można tak ukręcić koncert. Zachęcam was wszystkich do zapoznania się z supportami oraz nową płytą AMORPHIS, ponieważ naprawdę warto. Tymczasem w moim odtwarzaczu kręci się “Under the Red Cloud”...

Jerry