Artykuly > Recenzje imprez > Behemoth, Bolzer, Batushka (02.10.2016)

Mimo swojej coraz mocniejszej pozycji w świecie ciężkiej muzyki zespół Behemoth nie zapomina o graniu tras po Polsce. Miałem okazję widzieć wcześniej ekipę Nergala w świętej pamięci WZ-cie w 2009 roku (wówczas promowali album Evangelion) i zapamiętałem ten występ jako jeden z najlepszych koncertów w moim życiu. Od tego czasu w obozie Pomorskiej Bestii wiele się zmieniło - przede wszystkim zespół wydał nową płytę The Satanist która została przyjęta bardzo dobrze przez krytyków i fanów. Zmienił się również krajobraz jeśli chodzi o polską ekstremalną muzykę (i nie tylko polską). W ciągu paru lat wahadło przesunęło się z rzeźnickiego, technicznego deathowego wymiatania w kierunku bardziej korzennego i klimatycznego black metalu. Ucieleśnieniem powyższych przemian była zarówno główna gwiazda jak i supporty.

Nie obyło się bez problemów - z uwagi na zamknięcie klubu Eter koncert został przeniesiony do mniejszych Zaklętych Rewirów przez co w sali koncertowej było bardzo ciasno. Oczywiście nie zabrakło też najwierniejszych "fanów" Nergala czyli krucjaty różańcowej przed budynkiem klubu (w powalającej liczbie ośmiu osób - chyba mieli słabszy dzień). Na szczęście reszta supportów stanęła na wysokości zadania :)

Otwierająca występ Batushka to fenomen na polskiej scenie black-metalowej. Grupa łączy ostry metal z muzyką starocerkiewną. Ich debiutancka płyta Litourgiya uderzyła jak meteor pod koniec 2015 r. i właśnie ten materiał grupa zaprezentowała w całości. Na repertuar składa się osiem litanii: Oczyszczenie, Błogosławieństwo, Mądrość, Miłosierdzie, Święte Wejście, Nadzieja, Prawda i Zbawienie. Grupa śpiewa w języku rosyjskim (choć podobno grają w niej polscy muzycy) razem z akompaniamentem chóru na scenie - wszyscy w czarnych sutannach zasłaniających twarze, do tego świece i ikony na scenie a wszystko to skąpane w krwistoczerwonym świetle. Równie powalająca była strona muzyczna - grupa odegrała wszystko na żywo (nie przypominam sobie by cokolwiek z taśmy zostało puszczone). Zespół też w kilku miejscach odbiegł od muzyki na płycie - ja najlepiej zapamiętałem powalające, klimatyczne intro zaczynające się od delikatnych pociągnięć za struny gitary i narastające z każdą kolejną sekundą. Całość ułożyła się na jeden z najlepszych koncertów jakie widziałem w tym roku.

Niestety następna grupa - szwajcarskie duo Bölzer miało na początku problemy techniczne i zespół - mimo prób - nie mógł wystartować. W tym czasie upłynęło jakieś 10-15 minut i publiczność była trochę skonsternowana. Na całe szczęście od piosenki I AM III wszystko zaczęło się układać i grupa z każdym kolejnym kawałkiem grała coraz lepiej. Sama muzyka była dziwna ale i oryginalna - choć zarazem ulepiona jakby ze znajomych elementów. Gdzieś tam pobrzmiewał Black Sabbath, industrial, doom a może nawet w paru miejscach drone. Wszystko to zanurzone w prymitywnym, bagnistym brzmieniu. Zespół składa się z dwóch osób (gitarzysty -wokalisty i perkusisty) co jeszcze dodatkowo wpływa na "dziwność" tej muzyki - to tak jakby The White Stripes nagle zaczęli grać mocny alternatywny metal. Sam koncert ostatecznie okazał się całkiem udany. Z każdą kolejną piosenką publiczność stawała się coraz bardziej entuzjastyczna. Szkoda tylko, że zespół dość szybko skończył ale niestety było to zapewne związane problemami na początku które zabrały Szwajcarom cenny czas.

Supporty dobrze spełniły swoją rolę i przygotowały grunt pod występ głównej gwiazdy. Behemoth na obecnej trasie gra cały album The Satanist - dziwna to płyta z jednej strony bez wątpienia nagrał ją zespół grający ekstremalny metal ale zarazem jest tu wiele melodyjnych i zapadających w pamięci momentów - co też dało się odczuć na koncercie w Zaklętych Rewirach. Często zdarzało się, że fani śpiewali razem z Nergalem (szczególnie w Ora Pro Nobis Lucifer). Sam wokalisty był jeszcze dodatkowo wspierany przez basistę Oriona i gitarzystę Setha. Grupa dała zabójczy show, muzycy nie mogli ustać w miejscu podobnie jak ludzie pod sceną. Do tego oczywiście dochodzi image sceniczny - trupie makijaże, demoniczna odzież, efekty pirotechniczne i wyraźna (anty)religijna symbolika to już stałe elementy każdego koncertu Behemotha. Kiedy po odegraniu kończącego płytę O Father, O Satan, O Sun opadł kurz zaczęła się druga część koncertu pt. "Greatest Hits". Dobrze, że grupa nie zapomniała o swoich najmocniejszych strzałach dzięki czemu mogliśmy usłyszeć: Ov Fire And The Void, Conquer All, At The Left Hand Of God czy miażdżące Slaves Shall Serve. Na zakończenie nie mogło zabraknąć Chant For Ezkaton podczas którego ludzie dookoła mnie dosłownie dostali szału. Na zakończenie Nergal przypomniał nam też wszystkim, że jeśli jest coś ważniejszego niż muzyka to jest to tylko wolność. Ja od siebie mogę dodać tylko - amen.

Maciek Baranowski