Artykuly > Recenzje imprez > CANNIBAL CORPSE + Gadget, Overviolence (31.07)

Czyli subiektywnie rzecz o tym, jak supporty mogą zepsuć koncert.

W zeszły piątek agencje Knock Out Production i Core-poration uraczyły brać metalowa nie małym wydarzeniem. Za ich sprawa na deskach we wrocławskim klubie Alibi pojawiły się takie zespoły jak CANNIBAL CORPSE, GADGET oraz OVERVIOLENCE.

Do klubu szedłem z mieszanymi uczuciami. Alibi to moim zdaniem lokal, w którym dobre nagłośnienie jest jak gra w rosyjska ruletkę. CANNIBAL CORPSE to zespół, którego nie trzeba raczej nikomu przedstawiać o tyle pozostałe dwa zespoły zobaczyłem po raz pierwszy.

W klubie zameldowałem się już, około 18 lecz pocałowałem klamkę, ponieważ otwarcie bram miało nastąpić dopiero o 18:30. Ludzi jak na lekarstwo – wszyscy pewnie na Woodstock. Powędrowałem po jakiś napój, bo gorąco na dworze było i nim się obejrzałem już na scenie tłukli się Szwedzi z OVERVIOLENCE. Moje przypuszczenia niestety się spełniły. Nagłośnienie tragiczne. Z ledwością można było coś usłyszeć. Wpadli na scenę, zaprezentowali około 30 minut brudnego grind-hardcore i zeszli. Nie wiem, co było nie tak. Bardzo lubię ekstremalny rodzaj muzyki, ale z tym zespołem chemii nie poczułem. Mam nadzieję, że to kwestia tylko złego nagłośnienia. Poza tym mam naprawdę mieszane uczucia. Nie wiem czy byli już tak zmęczeni trasą a może jest to jeszcze kwestia braku doświadczenia i obycia scenicznego, bo perkusista miał poważne problemy z trafianiem w blachy.


Zawiedziony pierwszym zespołem udałem się na zewnątrz dać odpocząć uszom i z ulga zauważyłem, że ludzi przybywa. 10-15 minut przerwy i na scenie pojawili się kolejni Szwedzi z Gadget. Szybki rzut oka na scenę i już wiem, że coś jest nie tak. Gdzie jest basista ja się pytam??? Co jest z tymi basistami? Ostatnio, co idę na jakiś koncert to albo go na scenie nie ma albo ma jakieś problemy techniczne. Nagłośnienie bez zmian. Słychać jedynie perkusję i wokal. Gitara się pojawia, gdy milknie reszta. Gromadce fanów pod sceną to nie przeszkadza. Podłączenie gitary pod wzmacniacz basowy nie ratuje braku basu. Wyłapałem tylko dwa utwory „Feed on Lies” i „Choked” z ich świetnego albumu „The Funeral March”. Niestety zabrakło jednego instrumentu i był to koncert energiczny, lecz moim mniemaniu nijaki.

Atmosfera w klubie się zagęszcza, bo na scenie maja się pojawić amerykanie z Cannibal Corpse i spowodować pojawienie się grymasu bólu na twarzach ludzi stojących przy barierkach. Po niecałych 20 minutach weszli na scenę. Nie mogli wybrać lepszego utworu na początek jak „Scourge of Iron”. Headbangerzy pod scena oszaleli z radości! Po takim walcu przyszedł czas na porządny cios w pysk – „Demented agression”.

Foto: CANNIBAL CORPSE + GADGET, OVERVIOLENCE

Pojawiły się pierwsze osoby wnoszone przez publikę na scenę i pierwsze siniaki na potylicy i plecach. „Evisceration Plague” tylko pozornie daje odsapnąć publice. Pod scena robi się coraz ciaśniej. Ludzie zaczynają przypominać zombie w rękoma wyciągniętymi w kierunku sceny. Kolejne hiciory sypią się jak z rękawa. „Stripped, Raped and Strangled”, „Disposal of the Body”, „Sentenced to Burn”. Nie ma sensu żebym wypisywał wam tutaj utwory z całego seta. Amerykanie zabrali nas w podróż po niemal, że całej swojej dyskografii. Nagłośnienie mieli świetne, lecz tego można było się spodziewać. Koncert był naprawdę intensywny – 16 utworów brutalnego death metalu daje się odczuć na każdym centymetrze skopanego ciała. Nie było bisów, nie było sensu. Zmordowana publika grzecznie się rozeszła do domów lub na dalsze imprezy, bo weekend dopiero się zaczynał.

Koncert, jako ogół oceniam na trzy. Supporty nie dźwignęły potęgi, z jaka dzieliły scenę. Na to złożyły się braki formy, braki personalne, nagłośnienie. Sama gwiazda wieczoru to nie wszystko. Sam osobiście miałem przez to lekki niedosyt i byłem delikatnie zawiedziony. Może organizatorzy, zespoły i inne osoby wyciągną z tego jakieś wnioski. Publiczność plącąc za bilet, płaci za całe wydarzenie od początku do końca. Koncerty supportów, przygotowanie techniczne imprezy oraz wiele innych rzeczy.

Jerry