Artykuly > Recenzje imprez > Christ Agony, Thy Worshiper, Ragehammer (27.01)

Przy okazji ostatniego koncertu Behemotha, Batushki i Bölzera we Wrocławiu wspominałem, że każda z tych kapel obrazuje odmienne podejście do Black Metalu. O ostatnim koncercie Christ Agony (ze wsparciem Thy Worshiper i Rage Hammer) mógłbym napisać to samo ale co ciekawe wszystkie z wymienionych kapel (zarówno z występu Behemotha jak i Christ Agony) prezentowały zupełnie inne brzmienie co tylko pokazuje jak pojemnym i płodnym gatunkiem jest najczarniejsza odmiana metalu.

Nieświęta trójca gościła u nas w Firleju, dając nam niszczące występy. O 19:30 spustoszenie zaczął siać krakowski kwartet Ragehammer. Powiedzieć, że muzyka grupy jest dzika i surowa to tak jakby Ocean Atlantycki określić "dużą kałużą". Zespół hołduje najstarszym tradycjom, sięgającym pierwszej połowy lat 80. Jeśli ktoś zasłuchiwał się w takich płytach jak Welcome To Hell, Morbid Tales, Show No Mercy czy debiut Bathory to na koncercie Ragehammera poczuje się jak w domu. To co zaprezentowała grupa na scenie to po prostu rzeźnickie, korzenne wymiatanie. Żadnych klawiszy, sampli i zbędnych ozdobników tylko czysty czad. Paradoksalnie aż tak surową i nieokrzesaną muzykę gra obecnie niewiele kapel na naszej scenie (najbardziej mi się chyba kojarzy Bloodthirst). Set koncertowy składał się głównie z kawałków z debiutanckiej płyty The Hammer Doctrine: Unleash The Dogs, First Wave Black Metal, I Am The Tyrant czy zagrane na koniec Wróg i Spotkanie z Diabłem - miażdżącej interpretacji piosenki Krzysztofa Klenczona i Trzech Koron. Wszystkie te kawałki zapewniły fanom prawie godzinę porządnego biczowania dźwiękiem.

Foto: Christ Agony w Firleju.

Zupełnie inny klimat panował na koncercie Thy Worshiper. Grupa zaczynała w latach 90. swoją karierę we Wrocławiu więc można powiedzieć, że grała u siebie. Muzyka Thy Worshiper ewidentnie ciąży w kierunku pogańsko-folkowym co może się niektórym kojarzyć z muzyką Percivala ale - w moim odczuciu - Thy Worshiper jest znacznie bardziej przekonujący w takim graniu i nie zapomina, że jest zespołem metalowym. Zespół wypuścił w 2016 roku nową płytę - Klechdy. Piosenki z tego wydawnictwa nie są krótkie (średnia - 6-8 minut) przez co koncert grupy zamienił się w istną rzekę dźwięku. Grupa zaprezentowała znacznie bardziej przestrzenne brzmienie niż Ragehammer, momentami brzmiała wręcz onirycznie dlatego większa część publiki po prostu chłonęła pod sceną muzykę kwintetu. Muzycy zaprezentowali się też w całkiem fajnym "guślarskim" image'u co również nadało występowi dodatkowego uroku. Jedyne co trochę przeszkadzało to nagłośnienie bo w tylnej części sali było słychać głównie perkusję i damskie wokale (chociaż z przodu harmonia między instrumentami i wokalami - w moim odczuciu - była zachowana).

Ostatni na scenie pojawili się weterani z Christ Agony. O ile na dzisiejszej polskiej scenie black metalowej karty rozdają takie kapele jak Mgła, Furia czy Blaze of Perdition to jednak właśnie zespół Cezara przecierał szlaki na początku lat 90. i to właśnie Christ Agony (razem z Pandemonium) przecierało szlaki rodzimemu czarnemu metalowi. Obecnie grupa nie zwalnia tempa - w 2016 roku zespół wydał najnowszą płytę Legacy i z tej okazji ruszył w trasę promocyjną. We Wrocławiu wśród nowych piosenek nie zabrakło też choćby Condemnation Pt. I ale szczególną pozycję w dyskografii zespołu zajmuje tzw. Trylogia czyli pierwsze trzy płyty: Unholyunion - Daemoonseth - Moonlight. I to właśnie z tego zestawu usłyszeliśmy najwięcej kawałków. Większość poszła z "trójki" - Devilish Sad, Paganhorns, Mephistospell i Moonlight. Grupa gra piosenki na żywo z tych płyt w dość zmienionych wersjach - wycięciu uległy akustyczne fragmenty. Grupa w ogóle nie gra już swoich spokojniejszych kawałków więc tym bardziej można było zapomnieć o czymkolwiek z eksperymentalnej płyty Darkside. Zespół stawia ewidentnie na ciężar i brutalność ale chyba publiczność na to liczyła i występ trio miało owacyjne przyjęcie. Christ Agony jest po prostu zespołem złożonym z doświadczonych weteranów, którzy nie muszą się oglądać na konkurencję i podążają swoją własną ścieżką. Piątkowy koncert tylko to potwierdził.

Maciej Baranowski