Artykuly > Recenzje imprez > Cruachan, Skalmöld, Ereb Altor, Valkenrag (14.10)

Zaledwie dwa tygodnie temu we Wrocławiu odbyła się tegoroczna edycja Folk Festu. Mieliśmy wówczas okazję gościć w Alibi takie zespoły Jak Ensiferum czy Skyforger (relacja). 14 października w to samo miejsce zawitały kolejne zespoły łączące metal z korzennym brzmieniem, chociaż tym razem środek ciężkości był ewidentnie przesunięty w stronę metalu. W środę, w Alibi zobaczyć mogliśmy Cruachan, Skalmöld i wspomagające ich na scenie Ereb Altor i Valkenrag.

Nie był to najlepszy dzień na koncert. Nie dość, że strasznie lało to jeszcze był środek tygodnia co też nie jest bez znaczenia jeśli chodzi o koncertową frekwencję. Ludzi było mniej niż na Folk Feście z czego chyba większość przybyła na występ Skalmöld ale o tym za chwilę. Jakby tego było mało to jeszcze doszło do sporego poślizgu czasowego w rozkładzie.

Pierwszy na scenie rozpoczął nasz rodzimy Valkenrag. Cały występ zespołu, zarówno muzyka jak i wygląd członków zespołu, przywodził mi na myśl Amon Amarth. Być może to dość oklepane porównanie ale długie włosy i brody, młoty Thora na klacie a na koniec jeszcze cover The Pursuit Of Vikings więc… jakoś tak mi się skojarzyło ;) A mówiąc bardziej poważnie - zespół ma bardzo dobre swoje własne piosenki (jak teledyskowa Waves of Coming Future), rzeczywiście opierające się na typowo północnych riffach (ściana dźwięku na cieńszych strunach, zmiatająca słuchacza z siłą śnieżycy). Od Amonów odróżniają Polaków może trochę bardziej blackowe podejście do partii wokalnych (przynajmniej na koncercie odniosłem takie wrażenie). Nawet tekstowo wszystko tu pasuje, z Odynem na czele. Zespół zdołał bardzo dobrze rozgrzać publiczność, szczególnie w momencie kiedy można było usłyszeć pierwsze nuty Pursuit.

Następnie na scenie pojawili się Szwedzi z Ereb Altor. Przyznam, że nie znałem wcześniej tego zespołu ale dźwięki które generują są mi, wychowanemu na Celtic Frost czy Bathory, bardzo bliskie. Zespół bardzo dobrze "czuje" właśnie takie stare, klasyczne brzmienie i dość często puszcza oko w kierunku fanów Bathory (ewentualnie, z młodszej generacji, Watain – ale tu bardziej wyglądem). Na szczęście nie kopiują bezmyślnie klasyków z lat 80. a wyciągają z tej muzyki najlepsze elementy i dorzucają coś swojego. Powiem więcej, budować nowe, świeże i epickie kompozycje na dobrze znanych riffach i prostej grze sekcji rytmicznej to nie lada sztuka. I Ereb Altor są w tym bardzo dobrzy. Zespół sprawdza się zarówno w garażowych czadach (Gathering Of Witches) jak i w przestrzennych, melodyjnych kompozycjach (Midsommarblot). W dodatku Szwedzi świetnie układają harmonie wokalne, za każdym razem wychodziło to muzykom bardzo naturalnie. Zespół tak dobrze wypadł, że wręcz zachęcił mnie do bliższego zapoznania się z ich muzyką. A i innym ludziom oglądającym koncert, sądząc po entuzjastycznej reakcji, propozycja Szwedów przypadła do gustu.

Następny zespół przybył z Islandii. Skalmöld zaraz obok Sólstafir to obecnie najbardziej znany metalowy zespół z tego kraju. I dało się to odczuć na koncercie - zespół ma na koncie ledwie trzy płyty a w Alibi to właśnie Skalmöld zebrał największy tłum pod sceną a i po koncercie wielu fanów robiło sobie zdjęcia z muzykami. W przeciwieństwie do kolegów z Sólstafir muzyka tego zespołu jest bardziej "mięsista" i waląca słuchacza prosto w twarz. Przy całej swojej mocy, niepozbawiona jednak melodyjnych riffów gitarowych. A gitar jest tu sporo bo zespół ma trzech gitarzystów. A żeby nie było za prosto to jeszcze każdy z nich lubi śpiewać przez co tradycyjnie dało się odczuć chaotyczne nagłośnienie w Alibi (choć bałem się, że będzie znacznie gorzej). Fanom pod sceną jednak nie przeszkadzało to w żywiołowej reakcji na takie piosenki jak Loki czy zagrany na koniec Gleipnir. A i sami muzycy wyraźnie dobrze się bawili występując przed wrocławską publicznością. Skalmöld miałem okazję już oglądać na tegorocznym Brutal Assault i wówczas ta ekipa też dała bardzo dobry, energetyczny koncert.

Ostatnim zespołem występującym tego wieczora byli Irlandczycy z Cruachan. Weterani sceny, występujący od początku lat 90. Jeśli większość zespołów metalowych brzmi jakby wybierała się na wojnę tak Cruachan brzmią i wyglądają jakby wiele wojen już przeżyli. Muzycznie to inna bajka niż Skalmöld. Mniej melodii a więcej ciężkiego, "kroczącego" grania, dobrze pasującego do deszczowej aury panującej tego dnia. Irlandzka załoga ma też inne brzmienie oparte na mieszaniu gitar rytmicznych z ludowymi instrumentami, takimi jak flet, dudy czy mandolina. Oczywiście muzycy mają odpowiedni image - wszyscy występują w ludowych strojach z dawnej epoki. Zespół zagrał m.in mocne, wręcz black metalowe, Pagan Hate czy utwór tytułowy z najnowszej płyty Blood For The Blood God. Szkoda, że koncert zebrał wyraźnie mniej ludzi niż wcześniejszy występ. Sala po Skalmöldzie wyglądała jak lej po bombie. Nie pomagało też "zamulone" nagłośnienie i w efekcie bogate instrumentarium zespołu brzmiało jak jedna wielka, cięzka masa. Tym bardziej szkoda, bo na nagraniach studyjnych zespół wypada bardzo intensywnie i dobrze oddaje atmosferę celtyckiej aury swoich tekstów.

Mimo powyższych trudności, wszystkie występujące tego dnia zespoły zagrały przekonujące sztuki i (w moim odczuciu) warto było wziąć udział w tym wydarzeniu bo zespoły dały z siebie bardzo wiele.

Maciej Baranowski