Artykuly > Recenzje imprez > DESTROYER 666 + BOLZER + TREPANERINGSRITUALEN (11.04)

Wyobraźcie sobie połączenie zespołów Venom, Bathory, Sodom i Destruction, tylko wtedy mniej więcej dostaniecie obraz tego, co 11 kwietnia zaserwowało fanom ciężkich brzmień DESTRUCTION 666. Koncert był wyprzedany już 29 marca. Dlaczego organizator nie przeniósł go do innego klubu? “Inny klub nie oddałby klimatu i ducha tego koncertu” odpowiedział mi Adam Adamski — jeden ze współorganizatorów koncertu. Powiem krótko, miał wiele racji.

Bramy otwarto o 18:30 i klub zaczął się powoli wypełniać pierwszymi uczestnikami koncertu. Jako pierwszy zagrał Szwedzki TREPANERINGSRITUALEN grający gothic death industrial. Nie znałem tego zespołu, więc z ciekawości poszedłem posłuchać. Nie wiedziałem kompletnie czego się spodziewać. Dobrze, że nie nastawiałem się na jakąś sieczkę, bo bym się kompletnie zawiódł. Szczerze, to nie bardzo zrozumiałem przesłanie Thomasa Martina Ekelunda odpowiedzialnego za ten projekt. Na scenie stał on sam i wykrzykiwał coś do muzyki puszczonej w podkładzie. Zgaszone światła, świeczki i wszędzie panujący mrok dobrze się wkomponowały w muzykę lecącą ze sceny, lecz jakoś mnie to znużyło. Przesterowany wokal schowany za masą efektów i echem. Nie wiadomo było, co ten gość chce nam przekazać. Być może dobrze bym się przy tym bawił po zażyciu odpowiedniej ilości prochów lub na innej imprezie gothic electro. Niestety w tym wypadku raczej niewypał.

Przyszedł czas na wyczekiwany przeze mnie BOLZER. Nigdy nie widziałem ich na żywo i powiem wam, że nie spodziewałem się takiej miazgi ze sceny zagranej tylko przez dwóch gości!!! BOLZER zaserwował idealnie zbilansowana dawkę thrash/death/black metalu. Takie numery jak “Steppes” oraz “Archer” usłyszane na żywo, na długo zapadną w mojej pamięci. Doskonałe nagłośnienie, energia oraz agresja zabijały ludzi pod sceną, a mnie przyprawiały o dreszcze. Idealny support, lepszego bym sobie nie mógł wyobrazić przed koncertem DESTROYER 666. Naprawdę nie jestem w stanie opisać tego, co się czuje podczas takiego koncertu, ale jeśli tak będą grają w piekle to zrobię wszystko, żeby tam trafić...

W klubie zrobiło się już naprawdę ciasno i zawiesiście. Na scenę wkroczył DESTROYER 666, który promował najnowszy album “Wildfire”. O dziwo z najnowszego albumu zagrali może dwa lub trzy utwory a szkoda, bo jest naprawdę świetny. Zespół zaprezentował około 13 utworów z różnych etapów swej twórczości. Nie zabrakło “Black City-Black Fire” oraz mojego ulubionego utworu z najnowszej płyty “Live And Burn”. W klubie było naprawdę ciasno i ciężko było wysiedzieć do końca koncertu. Nagłośnienie świetne, lecz jednak bardziej podobało mi się podczas koncertu BOLZER. Atmosferę podczas koncertu D666 można porównać do czegoś mistycznego oraz szału, w jaki wpada wojownik, gdy poczuje pierwszą krew. Na tym koncercie nie było ludzi przypadkowych. Ten zespół nie posiada fanów. Ten zespół posiada wyznawców, którzy przyszli uczestniczyć w misterium samozniszczenia. Dawno nie widziałem tak wymalowanej na twarzach ludzi furii, jak podczas tego koncertu.

Nie wyobrażam sobie, aby ten koncert odbył się w innym, większym lokalu. Atmosfera była idealna do tego koncertu. Lubię uczestniczyć w koncertach w tym klubie. Czysto, schludnie i świetne nagłośnienie. Mam nadzieję, że nie tylko ja to doceniam. Uczestnictwo w koncercie D666 oraz BOLZER było dla mnie czymś więcej niż tylko przyjściem, obejrzeniem i odhaczeniem w kalendarzu. W zeszłym roku takim koncertem był dla mnie występ Greków z ACHERONTAS. To było dla mnie bardzo duchowe przeżycie. Taką muzykę się albo kocha, albo nienawidzi. Jeśli do Twojego miasta przyjeżdżają “kapłani” to obowiązkiem wyznawców jest tam być...

Jerry