Artykuly > Recenzje imprez > Dżem w WFF-ie

4 grudnia 2009 roku we wrocławskiej „Wytwórni Filmów Fabularnych” odbył się koncert znanego, chyba wszystkim zespołu „Dżem”. Impreza zaczęła się o godz. 19.00, lecz gwiazda wieczoru pojawiła się na scenie dopiero po godzinie 20:00. Poprzedzona mało ciekawym supportem, dłuższą chwilą ciszy i licznymi okrzykami ze strony publiczności.


fot. Agnieszka Gotowała

Gdy na scenie pojawili się wszyscy członkowie zespołu (Adam Otręba, Benedykt Otręba, Jerzy Styczyński, Maciej Balcar, Janusz Borzucki), zagrali jedną, może dwie piosenki, publika skakała, klaskała, ludzie po prostu zaczynali się bawić. Wtedy wokalista (Maciej Balcar) podziękował fanom za liczne przybycie na trzydziestoleciu zespołu w Katowickim Spodku, a ci zaczęli jednym chórem śpiewać „sto lat, sto lat niech żyją, żyją nam!”. I chodź muszę przyznać, że jak na gwiazdę tego formatu był to dość kameralny koncert, to publika była wierna i oddana swoim ulubieńcom. Ten punkt wieczoru można uznać za oficjalne rozpoczęcie koncertu.

Początkowy repertuar tego wieczoru stanowiły piosenki z nowej nadchodzącej płyty. Wszyscy stali i wsłuchiwali się w słowa i melodie, niekiedy machając podniesionymi do góry rękoma. Dalsze kawałki były stanowczo bardziej rozpoznawalne, można powiedzieć, że on śpiewał im, a oni wraz z nim.


fot. Agnieszka Gotowała

Jeśli ktoś by jednak chciał pójść na koncert Dżemu i posłuchać takich hitów jak „Czerwony jak cegła” czy „Whisky, moja żono” to może o tym zapomnieć. R. Riedel już nie wróci. To co teraz reprezentuje sobą ten zespół to stanowczo coś innego, chodź zachowanego w swoim specyficznym klimacie.

Atmosfera na koncercie była niemal, że swojska. Publiczność bawiła się doskonale i z kulturą. Efekty specjalne były raczej nikłe, bo zaledwie kilka kolorowych reflektorów… bo i po co więcej?

Foto: Dżem & The Hard Rocket

Reasumując impreza była bardzo udana, ale czego innego można był się spodziewać? Dżem to niewątpliwie zespół, który daje ludziom dobrą muzykę i równie dobre koncerty. Ten kto zna ich twórczość i przegapił to wydarzenie, może być na siebie zły…

Rafał Kreczmer