Firlej, pozostając wciąż pod wpływem festiwalu Asymetry, zaprosił fanów połamanych brzmień na koncert w gwiazdorskiej obsadzie. Dobrze znani wszystkim siedzącym w klimacie end.user i X&trick ściągnęli publiczność z różnych zakątków Polski. I choć w sumie było nie za tłoczno, to na frekwencję narzekać nie można.
Kilka minut po dwudziestej na rozgrzewkę dostaliśmy drumowo-jungle'owy set kręcony ręką sprawnej dj'ki. Klasyki w klimacie reggae i soul rozbujały pierwszych tańczących. Mimo swojej lekkości, kawałkom nie brakowało energii. Dj'ka sprawnie budowała napięcie oraz igrała kontrastami, by na koniec rozkręcić imprezę szaleńczym tempem szamańskich bębnów. Do tego ogromny plus za winyle i tradycyjne gramofony.

fot. Michał Michałczak
End.user wszedł za konsolę w pełnym skupieniu. Przejął ster, rozstawił laptopa i bardzo płynnie zmienił klimat muzyki o 180 stopni. Sala widowiskowa w Firleju od razu się zapełniła. Od razu publiczność pokazała dla kogo się tutaj znalazła. Mogliśmy na żywo doświadczyć maniakalno-depresyjnych breaków, poplątanych i pokręconych rytmów i potężnych basów. Muzyka end.usera była hipnotyzująca. Niestabilna i mocna. Idealnie współgrała z grą świateł na scenie. Błyski stroboskopu drażniły. Ale nie bardziej niż sam bodziec płynący z seta. End.user wrzucił na luz i zaczął żartować z publiką, kiedy za konsoletą zaczął rozkładać się już X&trick. Belg zdecydowanie przyśpieszył. Zaserwował naprawdę breakcore'owego seta. Publiczność zaczęła się wykruszać, bo po dosyć różnorodnym występie end.usera X&trick trochę przynudzał, trzymając się przez kilka kawałków jednego klimatu. Wszystko skończyło się zaskakująco szybko, większość rozochoconych raveowców ruszyła w miasto w poszukiwaniu dalszych wrażeń.

fot. Michał Michałczak
Impreza, choć na poziomie, nie zaskoczyła. Nie zaczarowała. Nie porwała ani ciała ani umysłu. Największym błędem była godzina rozpoczęcia koncertu. Drumy i brejki powinny być zabronione przed 22 ;) Choć z drugiej strony, ci najwytrwalsi, mogli po występie end.user i X&trick zrobić sobie mały maraton po mieście w poszukiwaniu dalszego ciągu. Rozczarował także trochę sam klimat. Świetna reżyseria świateł nie wystarczyła. Stworzono za duży dystans pomiędzy artystą a publicznością. Ja uwielbiam, kiedy dj potrafi pokazać, że jest tu dla mnie. I kiedy ja mogę odpłacić się mu tym samym. Niestety w tym wypadku tej niepowtarzalnej więzi nie dało się osiągnąć. Nie zaiskrzyło.
Foto: Enduser & X&trick [Firlej]
Ogólnie rzecz biorąc, wydarzenie w Firleju sprawiło przyjemność. Ale nie dało satysfakcji. Muzyka wymaga oprawy. Wymaga zaangażowania. I zawsze gdzieś tam w głębi duszy będę tęsknić za klimatem starych, dobrych rave'ów i magiczną wibracją jak z amsterdamskich klubów.
Dag von D. |