Artykuly > Recenzje imprez > Fanfara Transylvania w Starym Klasztorze

3 czerwca w Starym Klasztorze po raz kolejny wybuchła bałkańska eksplozja muzyczna prosto z Rumunii czyli Fanfara Transylvania! Jedna z najbardziej znanych i lubianych bałkańskich orkiestr dętych składa się na grupę cygańskich muzyków, którzy, zgodnie z tradycjami romskiego grania, tworzą jedną wielką rodzinę – są braćmi, kuzynami lub wujkami z licznych rodzin muzycznych. W malowniczej Transylwanii, w mieście Cugir, skąd pochodzi zespół, pasja do instrumentów dętych przechodziła z pokolenia na pokolenie od ponad wieku. Wszyscy z nich to profesjonalni muzycy. Podróżują po świecie, dumnie promując swoje dziedzictwo kulturowe, a grają na cygańską nutę, można u nich usłyszeć bogactwo rumuńskiego folkloru oraz barwne bałkańskie wpływy. silnie zakorzenione w tradycji mołdawskiej oraz saksońsko-transylwańskiej i siedmiogrodzkiej.

Po zeszłorocznej gorączce bałkańskiej nocy (progi Starego Klasztoru gościły artystów już w maju 2015) ekipa Fanfara Transylvania ponownie umieściła Wrocław na swojej koncertowej mapie. Sala Gotycka pęka w szwach: widać wyraźnie, że trend muzyki bałkańskiej jest u nas wciąż na fali wznoszącej. Na scenę wychodzą eleganccy panowie w czerni, niektórzy pod krawatem, inni pod muszka, z białymi szelkami, prawie wszyscy z malowniczym wąsem. Galan Nicolae, urzekający lider zespołu (akurat bez wąsa), zagrzewa publiczność do tańca: “-Fanfara? -Transylvania! - Fanfara? - Transylvania!!!”. Po czym z gracją zapowiada występ: “Tonight we are Fanfara Transylvania and we want to make a good party for you. Enjoy!”. Od pierwszych dźwięków trąbek na sali robił się gorąco. Na początek parę tradycyjnych romskich kawałków, potem przeskakują na rumuńską nutę: “Joc de început” (Taniec na rozpoczęcie), “Sârbă” czy energetyczna “Hora”. Gdy pojawia się ich autorski utwór “White Roses” - sala rozgrzewa się do czerwoności. Radość budzi “Bubamara” czyli “Biedronka” znana z filmu “Czarny kot, biały kot” Kusturicy, tłum pod sceną buja “Mesečina” (“Światło Księżyca”) supergwiazdora bałkańskiej sceny muzycznej Gorana Bregovića.

Ręce idą w górę, ciała kołyszą się we wspólnej fali, po czym trąby znów idą w ruch - to rozbrzmiewa “Bella Ciao”! Pod sceną łączą się pokolenia: tańczą młodzi, starzy, przyjaciele i obcy sobie ludzie ręka w rękę. Radosna atmosfera swobodnej zabawy ponad podziałami unosi się w powietrzu. Do chóru trąbek dołącza wokalista i śpiewając w języku romani, rumuńskim, a na końcu angielskim, zaprasza do zabawy. Fuzja Bałkan z tradycją romską tworzy potężną miksturę, od której warto się uzależnić. Z czołami lśniącymi od potu, panowie z Rumunii utrzymują dynamikę wieczoru na stałym, wysokim poziomie. Energiczni i pełni humoru, ale i utalentowani artyści. Jak zachwalał swój zespół w jednym z wywiadów Galan Nicolae: “Każdy z członków zespołu po usłyszeniu jakiejś piosenki tylko raz, potrafi zagrać ją w swoim własnym, niepowtarzalnym stylu”. Słychać wyraźnie, to twórcy, a nie odtwórcy, a muzykę mają we krwi – w końcu grają od małego.

Tradycyjnie na koniec koncertu publiczność domaga się bisu. I tym razem roztańczony tłum zaskoczony, że to już koniec, prosi o więcej. Na to wodzirej Galan Nicolae, przekornie, wychodzi na scenę i żegna się, zapraszając na następne koncerty. Chwilę później jednak Fanfara Transylvania wylewa się wraz z trąbami, tubami, saksofonem i puzonem wprost w oszalałą z radości publiczność i zaczyna się prawdziwa impreza! Muzyczny korowód rusza dookoła sali, zakręca w stronę wyjścia i, nie przestając grać, rusza w dół po schodach, w kierunku wyjścia na patio. Tam już bałkańsko-cygańskie szaleństwo trwa dalej, aż do późnych godzin nocnych… Tej nocy wszyscy czuliśmy się Romami unurzanymi po uszy w muzycznym szaleństwie.

Anna Luchowska