Artykuly > Recenzje imprez > KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI

Słuchając muzyki zespołu KAT zawsze towarzyszyły mi różne uczucia. Od wściekłości i chęci wyładowania się (głównie przy takich petardach jak "666" czy "Oddech Wymarłych Światów") aż do uspokojenie się i melancholii (wówczas puszczam sobie "Ballady"). Ten muzyczny dualizm został ostatnio szczególnie wyeksponowany na ostatniej trasie koncertowej KAT & Roman Kostrzewski - Buk Akustycznie i Elektrycznie. Pomysł na te koncerty wygląda tak, że pierwsza część setu składa się z piosenek KATa zagranych w wersjach akustycznych (i niekoniecznie są to ballady), następnie zespół gra część elektryczną, obejmującą ostrzejsze piosenki. Jak to się sprawdza w praktyce, mogliśmy się przekonać w piątek 22 maja, w klubie Alibi.

Nie ma mnie i nie było, jest dzień

Zgodnie z zapowiedziami na stronie wydarzenia zespół miał rozpocząć o godzinie dwudziestej ale niestety muzycy zaczęli grać godzinę później przez co nie zobaczyłem końcówki koncertu, bo musiałem wcześniej wyjść z klubu. Pomimo opóźnienia zespół zagrał bardzo przekonujący i świetny zestaw akustycznych piosenek (tych z ostatniej płyty "Buk - akustycznie, wydanej w poprzednim roku). Jak pisałem wyżej chłopaki grają akustycznie, poza balladami, również ostre, metalowe piosenki. Szczególnie zapadła mi w pamięć część pierwsza Diabelskiego Domu, akustyki wprowadzają tu jeszcze bardziej dziwny klimat niż w oryginale. Natomiast Śpisz jak kamień, mocny thrashowy kawałek z "Oddechu Wymarłych Światów", w wersji akustycznej jakoś dziwnie kojarzy mi się z... flamenco (podobne wrażenie miałem przy Odi Profanum Vulgus). Natomiast bardzo fajnie muzycy KATa wymyślili aby podczas koncertu rozwinąć akustyczną kodę zamykającą tę kompozycję, i trochę w tym miejscu poimprowizować.

Foto: KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI

A co z balladami? Te zostały chyba najlepiej przyjęte przez publiczność. Ludzie zgromadzeni wokół mnie znali na pamięć teksty Głosu z ciemności czy Łzy dla cieniów minionych, dla mnie osobiście bardzo ważnej piosenki. Słuchanie tej muzyki, w takiej atmosferze wprawiło mnie w bardzo dobry i pozytywny nastrój (pomimo ponurej tematyki tekstów). Brzmieniowo część akustyczna wypadła bardzo dobrze; bardzo wyraźnie było słychać obie gitary, dźwięki się nie zlewały. Taki stan nie potrwał jednak długo.

Nie ma cię i nie było, jest noc

Część akustyczną zamknęli Trzeba zasnąć z "Szyderczego zwierciadła". Pod koniec gitarzyści Piotr Radecki i Krzysztof Pistelok po kolei wstali z krzeseł i zmienili gitary akustyczne na elektryczne (nie przerywając grania piosenki!) i tak z Trzeba zasnąć wyłonił się Morderca, który uderzył w publiczność z niesamowitą, wręcz hardcore-ową mocą. Teraz już nikt w spokoju nie kontemplował muzyki, pod sceną zaczęło się istne piekło co dobrze pasowało do takich piosenek jak 666 czy Dizbelski dom cz. III i, jakże by inaczej, Metal i piekło. Przy okazji szlag trafił nagłośnienie i ciężko było rozróżniać partie gitar, choć i tak było znacznie lepiej niż na koncercie Red Fang w tym samym miejscu, miesiąc wcześniej. Roman Kostrzewski śpiewał te kawałki znacznie niższym głosem niż na płycie, wręcz ocierającym się o growl. Oczywiście nie mogło zabraknąć charakterystycznej konferansjerki wokalisty i obowiązkowego "tańca szamana" :)

Forma dwóch odmiennych setów bardzo dobrze się sprawdziła. Wydawałoby się że taki misz-masz brzmieniowy będzie niestrawny ale jeśli ktoś ma otwartą głowę na różne gatunki muzyki to bardzo dobrze się odnajdzie w muzyce KATa i tekstach Romana Kostrzewskiego. I właśnie taki podwójny koncert jest tego dobrym wyrazem.

Maciej Baranowski