Artykuly > Recenzje imprez > NIGHT MISTRESS + PANZERHUND (19.09)

Z ogrooomnym poślizgiem spowodowanym problemami z komputerem oraz innymi obowiązkami chciałbym wam opowiedzieć o formie heavy metalu na naszej rodzimej scenie. Relacja o tyle dziwna, bo pisana ze stanowiska… barmana! Bywa, że stoję za barem w klubie Ciemna Strona Miasta i tak było tym razem. Nie powiem żeby mi się to podobało podczas takich koncertów no, ale cóż… zaczynamy!

Publika leniwie zaczęła się schodzić już od godziny 19:00 żeby się przygotować na batalię pod sceną browarom i pogaduchom nie było końca. Pierwszy miał zagrać wrocławski PANZERHUND. Zespół, któremu bacznie się przyglądam od jakiegoś czasu. Z koncertu na koncert robi coraz większe postępy. Początkowo ich muzyka jakoś do mnie nie przemawiała. Na scenie za to zawsze zarażali pozytywną energią, humorem i dobrym przedstawieniem. Nie zawiodłem się i tym razem. Chłopaki wparowali na scenę jak grom z jasnego nieba i zaczęli sypać numerami. Na początek poszły „The Journey”, „Voice of the City” oraz „Carnage Night”. Pod sceną zebrała się całkiem pokaźna gromada maniaków heavy metalu i już od pierwszych dźwięków rozkręcili niezły młynek. Jest radość i szał! Chłopaki po kilku żartach sypniętych w publikę lecą dalej! „Znachor”, Nuclear Midgets” The Bloodshed” oraz „Arise!” wystarczyło, aby publika ich pokochała. Na koniec chłopaki odegrali „Szklane Oko” „Warzone” oraz utwór o roboczym tytule „Świnia”. Chłopaki zaprezentowali zwięzły i treściwy set. Doskonale rozgrzali publikę sami się przy tym świetnie bawiąc.

Chwila przerwy na przepinkę, tłumy spragnionych wędrowców przy barze zachwyconych poprzednim koncertem i nagle słychać pisk niewiast pod sceną… Tak! Na scenie zameldowali się NIGHT MISTRESS! Odkąd pierwszy raz byłem na ich koncercie w ramach Heavy Metal Nights w maju 2013 roku oszalałem na ich punkcie i staram się bywać na każdym ich koncercie we Wrocławiu. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to czołówka polskiego heavy Metalu a tylu hiciorów, co oni nie ma chyba nikt. No, więc piszczą sobie te niewiasty pod sceną, chłopaki wchodzą na scenę i co? I jajco! Takiego rozpierdzielu na scenie ten KLUB chyba jeszcze nie widział! Wymienię tylko kilka utworów, które zostały zaprezentowane na scenie. „Wielki Wojownik”, „ Madman”, „Children od Fire”, „Wakacyjny”, „Andrzeju”, mój ulubiony „Hand of God” oraz oczywiście „Minerał Fiutta”. Obłęd! Zabrali nas w podróż po całej swojej dyskografii. Od najstarszych nagrań po najnowsze utwory Nocnego Kochanka. Na uwagę zasługiwał doskonale wykonany cover zespołu Motorhead. Kazon wokalnie spisał się odśpiewując „Ace of Spades”. To był naprawdę solidny kawał koncertu, o czym mogły świadczyć zmęczone i przepocone twarze fanów udających się na zewnątrz klubu celem odsapnięcia.

Reasumując. W Polsce heavy metal ma się bardzo dobrze, o czym może świadczyć nie tylko poziom zespołów, ale także ilość fanów schodzących się na takie koncerty. Ta sztuka nie miała żadnych minusów poza tym, że musiałem stać za barem zamiast bawić się pod sceną. Zdecydowanie więcej takich koncertów!

Jerry