Artykuly > Recenzje imprez > PRONG, STEAK NUMBER EIGHT, MAN MACHINE INDYSTRY (03.04)

Trzeciego kwietnia we wrocławskim klubie Alibi odbył się koncert na który czekałem bardzo długo, bo kilkanaście dobrych lat. Na wrocławskiej scenie zagościli amerykanie z niesamowitego i bardzo niedocenionego zespołu PRONG. Zespół ten na scenie gości już blisko 30 lat a mi przyszło go obejrzeć dopiero teraz. Pamiętam jak wczoraj, gdy usłyszałem ich po raz pierwszy. Byłem młodym nastolatkiem zaczynającym przygodę z muzyką ostrzejszą niż Metallica i w łapy wpadła mi kaseta z albumem “Cleashing”. Pamiętam, że zakochałem się od pierwszych dźwięków. No ale bez zbędnego przynudzania, przejdźmy do rzeczy.

W klubie jak zwykle pojawiłem się przed czasem, ponieważ liczyłem na odkrycie jakichś fajnych nowych kapel w postaci supportów. Na pierwszy rzut poszli Szwedzi z MAN MACHINE INDUSTRY. Już sama nazwa sugeruje, że będzie to granie industrialne, lecz zręcznie wpleciono tam elementy rock’n’rolla. Momentami miałem wrażenie, że słyszę nawet wpływy naszego polskiego AION. Bardzo dobry i energiczny koncert z nienagannym nagłośnieniem. Kontakt z publiką nadrabiał nawet fałsze serwowane przez wokalistę. Niestety właśnie wokal był najsłabszym elementem koncertu. Podejrzewam, że było to po prostu zmęczenie, ponieważ był to już dziesiąty koncert w ciągu piętnastodniowej trasy. Na uwagę zasługują takie dwa utwory jak “The Cross” oraz “Let it burn". Bardzo mi się podobało w porównaniu do drugiego supportu...


No właśnie przyszedł czas na STEAK NUMBER EIGHT z Belgii. Określają się jako zespół sludge post rockowy. Hmmm... nie mam nic przeciwko muzyce sludge oraz post rockowi. Niestety temu zespołowi w moim mniemaniu daleko do tych dwóch gatunków, aczkolwiek sam nie wiem jak mógłbym go zaklasyfikować. Jedno jest pewne - chemii między nami nie było. Jest to jeden z wielu zespołów, których muzyki nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem pomimo tego, że pod sceną zebrała się całkiem spora grupka maniaków żądnych zabawy. Gdy tak chłopaków słuchałem naszło mnie skojarzenie z zespołem SHINING (Nor) tylko, że trochę w gorszym wykonaniu. No cóż, nie trafili w moje gusta więc zająłem się innymi rzeczami modląc się, żeby ten “hałas” się skończył.

Foto: PRONG, STEAK NUMBER EIGHT, MAN MACHINE INDYSTRY

Po dłuższej przerwie technicznej związanej ze znoszeniem sprzętu supportów ze sceny, nadszedł czas na gwiazdę. Obejrzałem się po klubie w nadziei, że dotrze więcej ludzi (frekwencja nie była powalająca), lecz niestety się przeliczyłem. Pod sceną spokojnie można było znaleźć miejsce dla siebie. No i wyruszyli! Koncert otwierał “Ultimate Authority” oraz “Unconditional”, lecz pod sceną nie zauważyłem jakiegoś większego ruchu. Ot kilka rytmicznie latających głów i malutki młynek, który z czasem rozrastałsię coraz bardziej. W secie znalazły siętakie perełki jak “Revenge... Best Served Cold”, “Snap Your Fingers, Snap Your Neck”, "Another Worldly Device” oraz “Whose Fist Is This Anyway?”. Nie wiem jak pozostali fani zespołu PRONG, ale ja zostałem nasycony.

Świetny kontakt z publiką wszystkich zespołów na, jak i pod sceną, dobre nagłośnienie (no może poza wokalem) i świetny set gwiazdy wieczoru sprawiły, że był to dla mnie koncert cudowny. Zawsze chciałem zobaczyć PRONG na żywo i w końcu się udało. Usłyszenie kilku kawałków z sentymentalnego dla mnie albumu “Cleashing” przyprawiło mnie o gęsią skórkę i przywołały kilka miłych wspomnień z lat młodzieńczych. Szkoda tylko, że warunki socjalno-bytowe w klubie dalej są sto lat za murzynami...

Jerry