Artykuly > Recenzje imprez > Slot Art Festival 2009

Trwający cztery dni festiwal przyciągnął, jak co roku, do Lubiąża kilka tysięcy ludzi. Ludzi w każdym wieku. Dosłownie. Można było zobaczyć sędziwych staruszków, kilkuletnie dzieciaki i przede wszystkim młodzież. W tym święcie kultury alternatywnej brałem udział po raz pierwszy, choć wybierałem się tam już od dłuższego czasu.



Perspektywa ponad 120 warsztatów z przeróżnych dziedzin sztuki (od fotografii przez linoryt do body painting, tańca irlandzkiego czy twórczego pisania…było tam dosłownie wszystko, czego tylko artystyczna dusza może zapragnąć), 7 scen koncertowych, wykłady, pokazy filmowe, przedstawienia teatralne, wystawy, happeningi, robiła na mnie naprawdę ogromne wrażenie. Ale jak wiadomo, na papierze wszystko wygląda pięknie. Rzeczywistość często mocno odbiega od tego, co się nam obiecuje. Pewne obawy wiązałem także z faktem, że Slot organizowany jest przez chrześcijan, i że moja biedna duszyczka będzie poddawana jakimś dziwnym mechanizmom manipulacji czy propagandy chrześcijańskiej. Jednak, jak się okazało na miejscu, nic takiego na całe szczęście nie miało miejsca. Owszem, klimat religijny unosił się lekko w powietrzu, jednak działania propagandowe sprowadzały się jedynie do udziału w dobrowolnych wykładach, rozdawania ulotek, rozkładania stoisk z książkami religijnymi, oraz sklepików, gdzie można było kupić koszulkę typu „Jezus wróci w glanach”. Nic nachalnego i odpychającego.

Dziwi mnie jedynie fakt zakazu spożywania alkoholu na terenie festiwalu. Zwłaszcza, że dosłownie tuż przy bramie wejściowej, znajdowało się kilka knajp, które oferowały wysokoprocentowe trunki za godziwą cenę. Wystarczyło na chwilę wyjść, skonsumować piwko i ze spokojem wrócić na Slot. Pytam zatem, jaki ma w takim razie sens zakaz spożywania alkoholu na terenie samej imprezy?



No nieważne, może się czepiam. Przecież esencją tej imprezy są warsztaty, koncerty, ogólnie rzecz biorąc twórcze, kreatywne i rozwijające osobowość działania. Pod tym względem także nic nie zawiodło moich oczekiwań. Slot Art ma swoją siedzibę na terenie jednego z największych w Europie kompleksów pałacowo-klasztornych w Lubiążu. W tejże właśnie okazałej i przepięknej budowli odbywała się część warsztatów. Uczestnicy mieli także do swojej dyspozycji dziedziniec, pole namiotowe i tereny przyklasztorne. Wszędzie roiło się od osób, które czymś żonglowały, pomykały na szczudłach, grały na bębenkach, gitarach, strzelały z łuków, malowały, rzeźbiły, tworzyły przeróżne cuda. Atmosfera była naprawdę fantastyczna. Niezwykle twórcza i popychająca ostro do działania. Ludzie bardzo mili, otwarci, uśmiechający się. Cieszyła mnie też spora obecność osób w jakiś sposób upośledzonych, czy to psychicznie czy fizycznie. Stanowili oni integralną część grup slotowskich i byli traktowani przez uczestników oraz prowadzących na równych prawach. Z szacunkiem i życzliwością.

Foto: SLOT ART Festiwal 2009 - warsztaty i plener

Różnorodność oferowanych atrakcji, sprawiała, że dosłownie każdy mógł bez większego trudu znaleźć coś dla siebie. Brałem udział m.in. w warsztatach twórczego pisania, z których jestem ogromnie zadowolony. Jednak, jak doniosły mi niektóre osoby, nie wszędzie było tak różowo. Na warsztaty związane np. z malowaniem, rzeźbieniem itp. było bardzo ciężko się dostać. Ilość miejsc była ograniczona, a chętnych wielu. Jeśli mówimy już o minusach, to organizacyjnie festiwal nie wyglądał najlepiej. Sal i miejsc, gdzie odbywały się wszystkie działania, było bardzo wiele. Teren ogromny. Każdy punkt, miał przypisany swój numer, szkoda tylko, że był on oznaczony najczęściej markerem na zwykłej kartce A4, którą było bardzo trudno dostrzec. Mapka rozdana przy odbieraniu biletu także na mało się zdała. Stąd też spore kolejki do punktu informacyjnego z pytaniem, jak dojść do konkretnego miejsca. Irytowała także ochrona, która przy każdym wejściu sprawdzała czy mamy na szyi zawieszoną wejściówkę. Czy nie lepiej, wygodniej i bezpieczniej jest po prostu przypinać ludziom do nadgarstków bransoletki? A tak, nie dość, że na odcinku zaledwie kilku metrów, musiałem okazywać wejściówkę dwa, trzy razy, to jeszcze mój plecak był notorycznie przeszukiwany, pomimo tego, że byłem przedstawicielem mediów! Czy strach organizatorów przed alkoholem jest tak wielki, że aż paranoiczny? Muszę jeszcze koniecznie wspomnieć o zbyt małej ilości pryszniców. Zaledwie cztery dla kilku tysięcy osób. Kolejki wyobraźcie sobie sami.



Pomimo tych niedogodności, czas na festiwalu można było spędzić naprawdę miło i przede wszystkim aktywnie i twórczo. Wieczorem odbywały się koncerty aż na czterech scenach. Królowała oczywiście „Wielka scena”, gdzie gwiazdami były takie kapele jak: wokalista Daniel Benjamin, zespoły Munich, Violet Burning, rodzime Pustki, Masala czy Łąki Łan. Dość fajnie funkcjonowała także „Scena eksperymentalna” (tam wystąpili m.in. Głyk P.I.K Trio, Wojtek Grabek) oraz „Scena klubowa”. Fani cięższych brzmień mogli wybrać się za to do „Sceny ekstremalnej”, gdzie grały takie zespoły jak: Preacher, Dr. Fleischman, Guantanamo Party Program.

Foto: SLOT ART Festiwal 2009 - warsztaty i plener

Podsumowując, na Slot Festival warto się wybrać. Pobudza do działania, myślenia, optymistycznie nastawia do świata i ludzi. Warsztaty stoją na przyzwoitym poziomie, można się wiele nauczyć czy rozwinąć już swoje dotychczasowe umiejętności. Przy okazji poznanie kilku ciekawych osób, także nie jest większym problemem. Szkoda tylko, że piwa nie można się z nimi napić.

Kamil Downarowicz & Alicja Łysiak